Długo nic nie pisałam, bo
wiedziałam, że czas zacząć pisać posty z naszej wyprawy na
Florydę i pierwszym miastem, które odwiedziliśmy po drodze, było Charleston.
Zwlekałam, zwlekałam, bo tak naprawdę, nie ma tu o czym pisać.
wtorek, 22 marca 2016
sobota, 23 stycznia 2016
Śnieżyca... :D
Krótko, i na temat....
Pada śnieg, puste półki w sklepach...
W Nowym Jorku aresztują ludzi na drogach...
Autostrady pozamykane....
Transport publiczny nie działa....
... pada śnieg...
Amerykanie nie znają zimowych opon, bo nie wiedza jak się jeździ po śniegu i w ogóle, lubią jak ze złamanego paznokcia robi się międzynarodową aferę! :)
Ponad 50 cm śniegu i co... i katastrofa! Nawet kościoły pozamykali!!! Śnieg oznacza "przerwę" od Pana Boga.... :D
Całe szczęście moi ulubieńcy, policjanci, mają poczucie humoru.... Puszczają soundtrack z Frozen patrolując miasto! :)
No i panda w Waszyngtońskim zoo też dobrze się bawi :D
I jeśli widzicie w wiadomościach w Polsce coś o przerażających śnieżycach... wiedzcie, że w Polsce mamy taką pogodę na co dzień :)
wtorek, 22 grudnia 2015
Pracowników świętowanie...
Święta
w USA to jeden wielki biznes. Każdy o tym wie. Jednak nie każdy
Amerykanin zdaje sobie sprawę, że Boże Narodzenie, to świętowanie
narodzin Jezusa, że to święto religijne i że prezenty to tylko
dodatek do całości...
Amerykanie
ze Świąt zrobili jedną wielką imprezę, z górą prezentów,
Świętym Mikołajem i choinką, która rusza się i śpiewa kolędy.
Czy to dobrze, czy źle oceńcie sami...
Dziś
chciałabym się skupić na świętowaniu w pracy. Większość
amerykańskich firm organizuje co roku, przed Bożym Narodzeniem,
imprezę świąteczną. Każdy zakład pracy robi to inaczej. Ja w
tym roku załapałam się na imprezę świąteczną w
militarno-cywilnym środowisku. Poważna firma, poważni ludzi,
poważny międzynarodowy biznes.
Wydawałoby
się, że impreza będzie kiepska... Masa generałów, pułkowników,
podpułkowników, inżynierów, naukowców. Istny zlot sztywniaków!
Już
na samym wejściu zaskoczyła mnie kobieta w ciąży ubrana w
sweterek z napisem: „Byłam niegrzeczna w tym roku” („I was
naughty this year”), a potem to już nie wiedziałam gdzie mam
patrzeć. Facet ok. 60tki przebrany za elfa (tak.. uszy też miał
jak elf), kolejny pan po 40tce w piżamie pajacyku w bałwanki i
śnieżynki, pan ze swetrem ze świątecznie udekorowaną podobizną
Donalda Trump'a, pani z sukienką z bombkami i lampkami, które
świecą, masa panów w świątecznych krawatach, a sam pan generał
w uszach renifera wygłaszał przemówienie...
I
nie byle jakie przemówienie.... Mówił o sukcesach, o problemach,
które rozwiązywane są tylko dzięki tak wspaniałej ekipie
pracowników, wręczył nagrody dla niektórych z nich. Wyłonił
zwycięzców najlepiej świątecznie udekorowanych biurowych drzwi,
a na koniec ogłosił konkurs na najbrzydszy sweter (Amerykanie od
momentu „Bridget Jones” zakładają brzydkie swetry na święta)!
Oprócz
tego wino i piwo lały się litrami, a jedzenia starczyłoby, aby
wyżywić cały batalion...
Co
prawda górowało słynne "macaroni and cheese", czyli makaron z serem, typowa
amerykańska potrawa... Nawiasem mówiąc, to macaroni and cheese są
popularne pewnie dlatego, że nie potrzeba wielkiej filozofii, żeby
rozgotować makaron i wrzucić do niego tostowy serek typu "Hochland"...
Nie muszę wspominać, że garstka Włochów obecna na
przyjęciu chwytała się za głowy, wyrywała włosy z klaty i
krzyczała: „Och nooo... mamma mia!! Nooo.. pasta... nooooo!!”
Jak
na takich imprezach jest w Polsce? Nie wiem... Ale mogę powiedzieć
z czystym sumieniem, że Amerykanie potrafią się bawić, a co
najważniejsze wrzucają na luz i podchodzą do siebie z dystansem, i
tego Wam życzę na Święta!
Subskrybuj:
Posty (Atom)




