Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 maja 2015

13 sposobów na tragiczną śmierć w Yellowstone

Yellowstone, to najstarszy park narodowy na świecie. Znajduje się w większości w Stanie Wyoming, ale „zahacza” również o Idaho (o którym napisałam w poprzednim poście) i Montanę.




Powierzchnia parku ma prawie 9000km2, czyli jest trochę mniejszy od województwa opolskiego. Nie trzeba być geniuszem, żeby stwierdzić, że do zwiedzania Yellowstone potrzebny jest samochód i dużo czasu. 


A jest co zwiedzać: gejzery (z najsławniejszym Old Faithful), gorące źródła, fumarole, wulkany błotne, wodospady, skałki, kamyki, strumyki i inne powalające na kolana cuda natury.

Więcej szczegółów na temat parku udzieli wam google. Ja natomiast, zajmę się wiedzą praktyczną, czyli tym, jak można tragicznie zginąć w Yellowstone. Do tego makabrycznego posta skłoniła mnie gazetka, jaką dostałam przy wjeździe do parku. W gazetce napisane jest, żeby zawsze nosić ze sobą spray na niedźwiedzie, żeby trzymać się w bezpiecznej odległości od dzikich zwierząt, żeby nie imitować odgłosów zwierząt, żeby nie pływać w gorących źródłach (nawiasem mówiąc, ciekawe, kto wskoczy do prawie stustopniowej wody... no, ale ostrzec trzeba!). Jest również napisane co zrobić jak stanie się oko w oko z niedźwiedziem...




I właśnie te wspaniałe wskazówki, jak przetrwać w parku, „popchnęły” mnie w kierunku wyliczanki trzynastu sposobów na tragiczną śmierć w Yellowstone:
  1. Wybuch wulkanu - jak zapewne wiecie, Yellowstone, to jeden wielki super-wulkan. Pod parkiem wrze lawa. Kaldera wulkanu ma 80km na 50km, a lawa rozciąga się na długości 640 km i głębokości 320km. Niektórzy mówią, że wulkan już niedługo wybuchnie... niektórzy mówią, że powinien był wybuchnąć wcześniej... Jedno jest pewne jeśli będziecie tam o niewłaściwej porze: śmierć gwarantowana!
  2. Trzęsienie ziemi - jedno idzie w parze z drugim. Jeśli jest wulkan, jest trzęsienie ziemi. Jedno z największych od lat miało miejsce w 2014. Jeśli podczas jednego z nich będziecie akurat w jednym z hoteli albo pod jakimś „słabowitym”, spruchniałym drzewkiem (drzewa też mogą zabić!): śmierć gwarantowana!
  3. Błyskawice i pożary – w gazetce napisane jest, że czasami przez pożary zostają odcięte drogi, a jeśli będziecie akurat po złej stronie to – śmierć gwarantowana! Jedną z przyczyn pożarów w parku jest błyskawica. Nie tylko wznieci pożar, ale jeśli macie wyjątkowego pecha, trafi prosto w was, a wtedy.... wiecie co!
  4. Utonięcie – w parku znajduje się wiele pięknych jezior i rzek. Odrobina nieuwagi i....


  5. Wodospady – jeśli już jesteśmy przy wodzie, to kolejnym zagrożeniem są wodospady. Skałki w okolicy są mokre, można się poślizgnąć, spaść i.....
  6. Spadnięcie ze skały lub spadające skały – oszołomieni widokami, możecie zrobić o jeden krok za dużo i spaść w przepaść lub... kawałek skały może się odłamać i spaść wam na głowę, a wtedy....

  7. Trujące rośliny – w parku Yellowstone bardzo popularna jest wodna cykuta, która wygląda jak pasternak lub marchewka... Jeśli skusicie się na przekąskę, będzie to wasz ostatni posiłek...
  8. Gejzery – na terenie parku jest ich cała masa, najsławniejszy Old Faithful, osiąga temperaturę 93 stopni Celsjusza i „bucha” sobie na wysokość ok. 56 metrów! Dlatego, jeśli niechcący podejdziecie zbyt blisko, w najlepszym wypadku, wasza twarz będzie wyglądać jak, twarz Freddiego Kruegera, a w najgorszym wypadku... wiecie co...

  9. Fumarole – czyli takie dziurki przez, które wydobywają się gazy, między innymi chlorowodór i dwutlenek siarki oraz para wodna o temperaturze od 300 do 1000 stopni Celsjusza. Jeśli zachce się wam „inhalacji” w tych gazach (w gazetce napisane jest, żeby jak najszybciej wydostać się z okolicy fumaroli, kiedy zacznie się wam kręcić w głowie) lub będziecie chcieli skorzystać z kąpieli parowej, to... śmierć gwarantowana!


    To nie mgła... to są właśnie toksyczne gazy z jednej z fumaroli

  10. Bizony – w Hiszpanii torreadorzy biorą byka za rogi, a w Yellowstone jest duża szansa, że bizon weźmie was na rogi... w parku jest ich masa, więc na 100% staniecie oko w oko z jednym z nich, a jeśli nie zachowacie dystansu, to....


  11. Kojoty – drapieżne pieski, które mieszkają na terenie parku. Jeśli wejdziecie im w drogę, one wejdą wam albo co gorsza, ktoś wpadnie na pomysł, żeby „psinkę” nakarmić, wtedy... skończy się to tak jak w dziesięciu poprzednich przykładach.
  12. Grzechotniki – ulubione węże niemowlaków. :) Jeśli wiecie jak chodzić w miejscach gdzie są węże, to prawdopodobieństwo „nadziania” się na jednego z nich jest mniejsze. Jeśli jednak nie macie o tym pojęcia.... usłyszycie grzechot, potem pssssssss, potem inni usłyszą AAAAAAAAAAAAA!!! RATUNKU!!!!!! a potem... sami wiecie...
  13. Niedźwiedzie – czyli Yogi i Bubu w wersji nieanimowanej, „na żywo”. Niestety grizzly nie zajmują się tylko i wyłącznie kradzieżą koszy piknikowych. Czasami zdarza się, że oprócz zawartości kosza, zjedzą również jego właściciela (stąd też w gazetce parkowej jest obszerna instrukcja jak zachowywać się podczas spotkania z misiem Yogi.)
Teraz wyposażeni w sejsmograf, z kilkoma żabami w kieszeni (podobno przewidują trzęsienia ziemi), ze sprayem na niedźwiedzie w kaburze, możecie udać się do zapierającego dech w piersiach (nie tylko ze względu na toksyczne gazy) parku Yellowstone, a tam tupiąc (głośne chodzenie odstrasza węże), głośno rozmawiając i krzycząc od czasu do czasu „heloooo beaarrr!” - „cześć niedźwiedziu!” (niedźwiedź będzie się was spodziewać i nie posądzi was o skradanie się na jego teren), będziecie mogli podziwiać niesamowitą roślinność (uwaga na „marchewki”) i cuda przyrody, takie jak Old Faithful, Norris Geyser Basin, czy Mammoth Hot Springs.

Udanej wyprawy!

czwartek, 16 kwietnia 2015

IDAHO – Intensywnie Drażniący Aromat - "Haftujesz" Obficie!

Myślę, że ktoś w końcu powinien napisać post o tym stanie. Nie wiem czy jestem pierwsza, nie wiem czy będę ostatnia, ale Idaho zasługuje na kilka słów. Nie będę tutaj się rozpisywać o położeniu geograficznym, bo od tego macie Google.
Idaho nazywany jest „Gem State” czyli Stan Kamieni Szlachetnych, lub „Potato State” czyli Stan Ziemniaków.
Jako poznańskiej pyrze przypadła mi do gustu nazwa „Potato state” i nie chodzi tu tylko o wrodzoną i nie pojętą przez resztę Polski, miłość do ziemniaków, ale ze względu na to, że w Idaho praktycznie tylko to się uprawia.

W Ziemniaczanym Stanie nie mogło zabraknąć Muzeum Ziemniaka. Niestety, nie odwiedziłam tego miejsca, ale z pewnością jest równie ekscytujące jak Szachowe Mistrzostwa Świata Seniorów od lat 85.
O Idaho zahaczyliśmy w drodze do Parku Yellowstone, który znajduje się w większości w stanie Wyoming (obrzeża parku są w Idaho i Montanie) i szczerze mówiąc, jeśli mogłabym Idaho w jakikolwiek sposób ominąć, to zrobiłabym to bez zastanowienia.
Na drodze 80% samochodów to pick-upy. Pick-up oznacza, że w środku jedzie bezmózgi jankes, który ma pewnego rodzaju kompleksy, dlatego nadrabia wielkością samochodu. Ewentualnie pick-upa może potrzebować do „pick-up’owania” („pick up” po naszemu oznacza zbierać/podnosić) ziemniaków.
W każdym razie przemierzając USA wzdłuż i wszerz mogę stwierdzić, że „pickuperzy” to piraci drogowi, dla których przepisy drogowe mają taką samą wartość jak ulotka z promocjami z Walmart. To też grupa zadufanych w sobie facetów w baseballówce, brudnych spodniach i koszuli w kratę.
W każdym razie, wróćmy do Idaho. Tu trzeba pomnożyć wszystko razy dwa. Czyli: są dwa razy większe pick-upy, są dwa razy więksi Amerykanie, popełniają dwa razy więcej wykroczeń... Żeby przeżyć w tym stanie trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte.
Oprócz piratów drogowych i zbierania ziemniaków, w Idaho nic się nie dzieje. W każdym miasteczku jest Starbucks (o tym pisałam już kiedyś) i Mc Donald s. Miasteczka niczym się od siebie nie różnią, dlatego jadąc przez Idaho, po jakimś czasie zaczyna Ci się wydawać, że już w tym miejscu byłeś i gorączkowo zaczynasz sprawdzać mapy i GPS’a, czy aby na pewno nie pomyliłeś drogi.
Jednak monotonia i pick-up’erzy nie są takie złe, w porównaniu do SMRODU!

Śmierdzi, śmierdzi, strasznie śmierdzi! Pestycydy, „krówskie” łajno, pestycydy, pestycydy, łajno, jeszcze trochę pestycydów i nie wiem co jeszcze, ale nie da się wytrzymać!!! Jadąc przez ten stan nie tylko musisz mieć zamknięte okna, zamknięty obieg powietrza w samochodzie, ale również maskę przeciwgazową na twarzy! Dlatego jeśli kiedyś zabłądzicie w Stanach i poczujecie smród oraz zobaczycie pick-upy, które chcą was stratować, oznacza to, że jesteście w IDAHO (Intensywnie Drażniący Aromat - Haftujesz Obficie)!

piątek, 3 kwietnia 2015

Sequoia National Park czyli lawirowanie między drzewami

Z zakorkowanego Los Angeles, przedostaliśmy się na drugą stronę Kalifornii, do Sequoia National Park. Nie muszę, chyba tłumaczyć, że Sequoia po polsku oznacza sekwoję. Takie drzewo, których w Polsce jest bardzo mało, albo wcale ich nie ma (przyznaję się bez bicia, na tej lekcji geografi byłam na wagarach).
Park znajduje się w południowej części pasma Sierra Nevada i połączony jest z parkiem Kings Canyon. Tak, wiem, czarna magia, co, gdzie, jak, po co i dlaczego, ale całe szczęście macie Google Maps, więc nie jesteście pozostawieni na pastwę losu.
Nie muszę mówić, że wszystko jest tu duże, więc jeśli chcecie zobaczyć oba parki, musicie zarezerwować sobie DUŻO czasu.
Wstęp kosztuje 20$. Jeśli będziecie zwiedzać w USA więcej niż jeden park, opłaca się wykupić „Annual Pass” (roczny bilet wstępu).
Ale wróćmy do naszych sekwoi. Dobrze wiecie z lekcji geografii, że sekwoje to ogromne drzewa i to by było na tyle (na tyle z mojej strony, bo wiecie gdzie byłam, jak Pani Geografica robiła wykład o sekwojach...). 

Nie ma sensu rozpisywać się nad tym jakie to wspaniałe przeżycie zobaczyć te kolosy, bo tego możecie doświadczyć na własnej skórze. Poza tym nie jestem jakimś super literatem (pani z polskiego twierdziła, że wcale nie umiem pisać...), żeby robić opisy przyrody niczym Reymont w Chłopach.
W parku główną atrakcją jest Generał Sherman, który mierzy sobie 83,8 metrów i nie jest to jakiś przerośnięty żołnierz po kuracji hormonalnej. To sekwoja, która podobno jest największa na świecie. Ilość drewna jaka jest w tym drzewie równa się ilości drewna ze świerków rosnących na powierzchni jednego hektara! Sherman jest na czwartym miejscu pod względem wysokości (najwyższa sekwoja ma 87,2 metr).
Pod drzewkiem stoi bohaterka i bohater bloga :))

Oprócz Generała w parku jest tunel, który wydrążony został w sekwoi, jest również łąka z której widać pełno sekwoi, jest sekwoja, do której można wejść do środka (dobra na upały, bo jest dość wewnątrz chłodno) i wiele innych fajnych punktów widokowych.
Dla miłośników natury jest to niesamowite miejsce, a dla piromanów niezbyt... gdyż drewno sekwoi się nie pali.
Do Generała nie wolno się zbliżać, ale inne sekwoje możecie dotykać, przytulać, skubać, szturchać, pchać, lawirować między nimi. Podpalania odradzam, strażnicy parku są wszędzie, tak jak wielki brat, więc, że się nie palą, musicie uwierzyć mi na słowo. 

Dużo zabawy i fajne wrażenia stać wśród tych gigantów. Nam hasanie po lesie zajęło ok. 3 godzin, ale jeśli chcecie zrobić pełen rekonesans możecie wykupić nocleg w jednym z hoteli, lub spędzić noc na campingu.
Nie ma co tu więcej pisać. Sekwoje są duże, jak wszystko w Ameryce i warte zwiedzenia koniec, kropka!
na końcu strzałki są ludzie... takie to duże!

środa, 4 marca 2015

Viva Las Vegas!





„How I wish that there were more
Than the twenty-four hours in the day
Cause even if there were forty more
I wouldn't sleep a minute away
Oh, there's black jack and poker and the roulette wheel
A fortune won and lost on every deal
All you need's a strong heart and a nerve of steel”

„Jak bardzo bym chciał, 
żeby doba miała więcej niż 24 godziny.
I nawet jeśli byłoby ich o czterdzieści więcej,
nie przespałbym ani minuty.
Jest black jack i poker, i ruletka.
Wygrasz i przegrasz fortunę za każdym rozdaniem.
Wszystko czego potrzebujesz to mocne serce i nerwy ze stali”.

Tak o stolicy hazardu śpiewał Elvis Presley i mimo że, od powstania tej piosenki minęło przeszło pół wieku, jej tekst jest jak najbardziej aktualny.
Las Vegas, czyli „żyzne niziny” (z hiszpańskiego), znajduje się w południowej części Stanu Nevada. To światowa stolica hazardu i najbardziej „neonowe” miasto w USA.

Początkowo Vegas było miastem kolejowym, a erę ogromniastych hoteli i kasyn, zapoczątkowała budowa sławnego „Mirage”.

Najbardziej popularną ulicą jest „The Strip”, gdzie mieści się większość megahoteli i kasyn.
Jeśli chcecie odwiedzić to miasto, najlepiej zaplanować pobyt w środku tygodnia. Ceny noclegów spadają nawet o 60-70%!
W Stratosphere Hotel, udało się nam zapłacić 50$ za dobę! Wyobraźcie sobie, że ten sam pokój w weekend kosztował 140$!
Las Vegas to miasto, które można kochać, albo nienawidzić, dlatego nie zdziwcie się, kiedy dwójka waszych znajomych po wizycie w Vegas da wam dwie rozbieżne opinie: „Kicz i beznadzieja!”, „Kocham to miasto!”.





Tak, jak różne są opinie na temat tego miejsca, tak różnorodne jest Vegas.
W Sin City, mieście grzechu, możecie doświadczyć naprawdę wszystkiego.


Spacerując wieczorem po „The Strip”, możecie zobaczyć :
  • kilku „macho”, którzy przeholowali z alkoholem i są właśnie aresztowani,

  • pół nagie nastolatki pijące drinki z litrowych pojemników w kształcie wieży Eiffela,


  • eleganckich panów, ubranych w garnitury od Armaniego, z „uczepioną” jak pijawka piękną panią, ubraną w sukienkę, która zaczyna się i kończy na pępku,
  • panów i panie, którzy rozdają ulotki z wizerunkiem gołych pań i numerem telefonu,
  • żebraków i bezdomnych ze strzykawką wbitą w ramię,

  • Elvisa, Supermana, Irona Mana, Wonder Woman, Transformersów, kilku transwestytów,

  • panie z wielkimi „melonami”, które zakryte są stanikiem wielkości papierka od cukierka Werther’s Original.
A jeśli i wy podczas wizyty w Vegas będziecie biegać po ulicy w samym stroju kąpielowym, trzymając w ręku kieliszek w kształcie kobiecej nogi, 

nie martwcie się, bo „What happens in Vegas, stays in Vegas” (To co dzieje się w Vegas, zostaje w Vegas).
To sławne zdanie, dotyczy również waszych pieniędzy. Załóżmy, że uda się wam coś wygrać. Nie zatrzymacie pieniędzy na długo. Skuszeni niskimi cenami, super ofertami obkupicie się w jednym z tysięcy sklepów. O ile nie jesteście zawodowymi graczami w pokera, nie róbcie sobie wielkich nadziei, wygrana w Vegas jest bliska zeru.
Jeśli jednak uparcie postanowicie zagrać, proszę Was, grajcie w Black Jacka, Ruletkę, Kości, Pokera, cokolwiek co nie jest automatem. Prościej mówiąc, niech „Jednoręki bandyta”, pozostanie jednorękim, a wasze dłonie zaoszczędźcie na grę, w coś, gdzie wygrana nie jest mniej prawdopodobna niż wygranie w totolotka.


Pisałam, że w Vegas można zobaczyć wszystko i muszę dodać, że oprócz przekroju całego społeczeństwa od najbiedniejszych do najbogatszych, od poważniaków do luzaków, można również zobaczyć cały Świat.
Jest Egipt ze Sfinksem i piramidą, 

jest Nowy York z Manhattanem, Statuą Wolności i Brooklin Bridge, 





jest Paryż z Wieżą Eifella, 

jest Rzym z Koloseum, Fontanną di Trevi, 



jest Venezia z gondolami, z Ponte dei Sospiri (Mostem Westchnień), 


jest Wyspa Skarbów, 

a obecnie budowane są Chiny i Singapur! Jeśli wam mało, jest też hotel i kasyno Stratosphere (Stratosfera), z wieżą, z której możecie podziwiać miasto z wysokości 350 metrów. To najwyższa wieża obserwacyjna w USA!


Co więcej, na wieży możecie doznać nieziemskich emocji, decydując się na przejażdżkę jedną z atrakcji „Thrill Rides”:
  • X-Scream, 264 metry nad ziemią zamontowana jest platforma z wagonikiem, który wysuwa się 8 metrów poza krawędź wieży.

  • Insanity, to karuzela, która na wysokości 274 metrów, kręci się z prędkością 64 km/h, przy przeciążeniu 3G, nad znajdującą się przy podstawie wieży ulicą



  • I moja ulubiona atrakcja, z której skorzystałam dwa razy: Big Shot, czyli seria krzesełek przymocowanych do iglicy wynosząca pasażerów 64 m w górę (czyli razem z całą wieżą znajdujecie się na 329 metrach) z prędkością 72 km/h, przy przeciążeniu 4G. Oczywiście, dobrze wiecie z praw fizyki, że to co wzleci, musi spaść... Polecam! Widoki są niesamowite, o ile wasz obiad nie wyląduje na waszej twarzy...


  • Ostatnią z atrakcji jest Sky Jump, czyli skok z wieży, przypominający trochę skok na bungee. W tym wypadku spadamy, aż do samej ziemi.

Byłam na trzech z nich, nie zaliczyłam tylko skoku z wieży. Jest dość drogo i nie można mieć swojej kamerki. Można za to wykupić za dodatkową opłatą film, kręcony przez "firmową" kamerkę. Atrakcja + film kosztują 150$!  Uważam, że spadanie z 261 metrów, warte jest nagrania, ale nie za taką cenę! 

Jeśli jednak nie interesują was ekstremalne emocje, możecie spędzić kilka godzin, podziwiając  niczym zahipnotyzowani, niesamowitą fontannę przed hotelem Bellagio. 

Basen fontanny ma 3,2 hektary (32000 metry kwadratowe), a najmocniejsza dysza, wystrzeliwuje wodę na 140 metrów, czyli ok. 50 metrów wyżej niż ma Statua Wolności. 

Każdego wieczoru, od 8mej do północy, co 15 minut, fontanna „tańczy” w rytm muzyki. Niesamowite widowisko (jego namiastkę możecie obejrzeć w załączonym filmiku na początku posta)!
 Kiedy romantyczna atmosfera i kilka drinków sprawią, że nabierze was ochota na poślubienie kobiety/mężczyzny, którego poznaliście godzinę temu, za drobną opłatą, możecie zalegalizować związek w jednej z pięćdziesięciu kaplic. 

To chyba jedyna rzecz, która „dzieje się w Vegas, ale nie zostaje w Vegas”. Małżeństwa tam zawarte są w pełni legalne, więc ślub wzięty w Vegas, będzie ważny również w Polsce, o ile podeślecie do urzędu odpowiednie dokumenty. Dlatego, gdy będziecie już stać przed Elvisem, który będzie udzielać wam ślubu, zastanówcie się 10 razy, zanim powiecie sakramentalne „tak”. 
Miasto grzechu, miasto wolności, miasto kiczu i przepychu, miasto martwe za dnia i tętniące życiem w nocy... takie jest Las Vegas! Viva Las Vegas!

„Viva Las Vegas turnin' day into nighttime
Turnin' night into daytime.
If you see it once,
You'll never be the same again”

„Niech żyje Las Vegas, które zmienia dzień w noc,
zamienia noc w dzień.
Gdy zobaczysz je raz,
nigdy już nie będziesz taki sam.”